Zagnieżdżeni w domu

 

Jeżeli siedzicie w domu i już uwiliście sobie przyjemne gniazdko jak ja, macie ze sobą łakocie i kubek gorącej kawy/herbaty to może jakaś książka? Oczywiście nie byle jaka. Co powiecie na powieść tak ciekawą i angażującą w proces czytania, że wprowadza Was na koniec w dysonans?  Dokończyć ją czy nie? Ale nie, nie chodzi o to że jest tak słaba, że chcemy ją porzucić, sprawa jest bardziej skomplikowana. Książka o której Wam wspominam to „Gniazdo Światów”  Marka S. Huberatha, polskiego fizyka i pisarza science-fiction, którego debiut wygrał z opowiadaniami Sapkowskiego. Kilkukrotnego laureata nagrody im. Janusza A. Zajdla.

 

Blond włosy? To na koniec kolejki!

 

Witajcie w świecie segregacji społecznej, gdzie to, co robisz, ile zarabiasz i jak żyjesz zależne jest…no właśnie, od czego? Nie, tu nie chodzi o kolor skóry. Zapraszam was do świata, w którym to kolor włosów decyduje, jakim życiem żyjecie.

„W Davabel czerwoni ustawowo mają mieć przynajmniej dwucalowy pas przez ciemię w naturalnym kolorze. Szarzy, a tym bardziej biali, mają się nie farbować w ogóle; w ich przypadku jest to karane.(…) W sposób niebudzący wątpliwości rozwiązano tajemnicę kolejności wcieleń. Na tej podstawie można było utworzyć sprawiedliwą hierarchię.(…) Gavein zmilczał, więc urzędnik ciągnął dalej:

– Na przykład słownictwo. Nie należy używać słów: bruneci, rudzi, szatyni czy, już najgorzej, blondyni. Nigdy. Tylko czarni, czerwoni, szarzy i biali… O tamtych poprzednich należy zapomnieć jak najszybciej, dla własnego dobra.”

Świat, w którym przyszło żyć naszemu głównemu bohaterowi Gaveinowi Throzzowi jest światem ścisłej hierarchii włosów, gdzie prym wiodą osoby o danym kolorze włosów. Gavien żyje w mieście, gdzie bruneci są obywatelami drugiej kategorii, zarabia niewielkie pieniądze, wiedzie zwykłe życie, z tą różnicą, że jest w małżeństwie mieszanym. Jego żona jest blondynką. Oznacza to tyle, że jego żona w porównaniu do niego ma najwyższą możliwą pozycję społeczną. Nie jest tak źle, prawda? Cóż, wykreowany świat Pana Huberatha nie jest taki prosty. Jak zauważyliście w powyższym cytacie podany jest inny porządek społeczny, gdzie to blondyni…znaczy biali są tymi „najgorszymi”. Porządek tego świata zależny jest od pewnego rodzaju sprawiedliwości społecznej. Wszyscy ludzie mają obowiązek zmiany tzw. wcieleń, co kilka lat muszą zmienić miasto, w którym żyją na kolejne. Taka cykliczna migracja do kolejnych miast-kontynentów, a dodam, że istnieją na tym świecie tylko cztery. Każde miasto ma inną hierarchię związaną z kolorem włosów, tym samym każdy człowiek ma szansę żyć na różnych poziomach społeczeństwa. Ciekawym dodatkiem fabularnym jest też istnienie imion Ważnych – poza standardowym imieniem i nazwiskiem każdy człowiek posiada imię które przepowiada mu jego los, a dokładniej w jaki sposób zginie np. Flomir – „Od ognia” jest to Imię Żywiołu. W świecie Gaveina istnieje ich dwanaście. Dużo tych liczb prawda? Cztery miasta, dwanaście imion…ciekawe.

Dramat naszego bohatera zaczyna się, gdy przychodzi czas zmiany miejsca zamieszkania. Musi się przeprowadzić do miasta brunetów. Minął czas jego pobytu w świecie blondynów. Wszystko powinno być w porządku, w końcu przenosi się do miasta, gdzie w końcu będzie coś mógł osiągnąć. Problem w tym, że jest od żony starszy, a to rzadki precedens w jego świecie. Przy różnicy wiekowej i zmianie Miasta małżeństwo legalnie przestaje istnieć. Oczywiście partnerzy nie chcą się rozstawać, dlatego podejmują decyzję – on leci do nowego miasta helikopterem, co zajmuje mu jeden dzień, ona płynie statkiem 4 lata by nadgonić różnicę wieku, by mogli być razem w nowym miejscu. Tu mamy kolejną ciekawą informację. Opisywany świat jest pełen dziwnych zjawisk i pytań. Czemu ludzie nie mogą swobodnie podróżować po świecie? Czemu czas podróży się różni? Czy to wszystko, co ma do zaoferowania ta książka? Dziwny świat i dramat małżeński?

 

Zwykły „bender” społeczny?

 

Zarysowany przeze mnie wstęp do książki może sugerować, że fabuła to coś bardzo prostego, czy wręcz prostolinijnego. Zwykła książka z pogranicza socjologicznego science-fiction, o zmianie ról w systemie segregacji, o problemach osób wykluczanych ze względu na (tu wstawcie co chcecie). Jednym słowem – dla niektórych nuda. Czy tak faktycznie jest? Cytując znaną wielu osobą postać z pewnego programu telewizyjnego „otóż nie” . Czy wspomniałem, że bohater książki po przeprowadzce do swojego nowego domu znajduje w nim książkę o tym samym tytule „Gniazdo światów” oraz notatki pewnego fizyka? A zainteresowało by Was gdybym powiedział, że główny bohater czytając książkę odkrył, że jest ona o świecie z migracją między dziewięcioma miastami i ze sto czterdziestoma czterema Imionami Ważnymi, gdzie też nie można swobodnie podróżować albo zostać w miejscu? Nadal nic? A co jeśli w tym kolejnym świecie też są kolejne „Gniazda Świata” i kolejne światy i Imiona Ważne? Chyba rozumiecie do czego zmierzam…jedna wielka ciekawa zagadka.

 

Czy warto?

 

Gniazdo Światów

Osobiście jestem wielkim fanem socjologicznej fantastyki, ale jeszcze większym anty-fanem liczb. Jeżeli moje wspomnienie dotyczące właśnie tych diabolicznych tworów w tej książce mógł Was przestraszyć albo zniechęcić, jak mnie czytającego własne wypociny, to nie martwcie się. Autor jest wyrozumiały dla czytelnika, prowadzi go przez akcję oraz ciąg (wink wink) wydarzeń. Cała fabuła – przeżycia bohatera, akcja, kolejne warstwy pytań, dramaty – wszystko to się w niej zawiera. Dylemat, czy ją przeczytać do końca nigdy nie miał dla mnie takiego wydźwięku. Chyba pierwszy raz miałem poczucie smutku, gdy jednak ją dokończyłem. Czy ta książka jest dla każdego? Cóż, zawsze znajdzie się ktoś, komu ona się nie spodoba, jednak jeżeli ogólnie lubi się Sci-Fi, lubi się twórczość Zajdla, Lema, Strugackich, czy Wnuka-Lipińskiego a więc twórczość lat 80 to bardzo gorąco polecam.

TUTAJ znajdziecie więcej recenzji tej książki.

 

 

 

 

Autor:

JULIAN LASOTA

Specjalista ds. rekrutacji i obsługi administracyjnej
Z wykształcenia jestem socjologiem, absolwentem Uniwersytetu Łódzkiego. W Biurze Karier pomagam studentom w aplikowaniu na staże oraz zajmuję się monitorowaniem losów absolwentów Uniwersytetu Łódzkiego. Prywatnie jestem fanem gotowania oraz wszelkiego rodzaju literatury fantastycznej.

 

 

 

Tekst powstał w ramach cyklu #CareerFullyCharged.

Studia i praca to nie wszystko, warto zadbać o work-life balance. Jak? W serii Casualowy piątek dzielimy się z Wami sprawdzonymi sposobami na zachowanie równowagi.

Pozostaw odpowiedź